„A Biographical Wardrobe” – Recenzja autobiograficznego spektaklu Tildy Swinton

Spektakl „A Biographical Wardrobe” przenosi nas w rodzinne historie Tildy Swinton. Poprzez ubrania, w które Swinton tchnie życie doświadczamy historii, sztuki i emocji. Jesienią warszawską publiczność spotka niepowtarzalna okazja doświadczenia performance’u w stolicy. Sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, rysy starożytnej bogini, smukła sylwetka, płynność pomiędzy tym co kobiece, a tym co męskie, pełen tajemnicy sposób bycia, poruszania się, mówienia i gestykulacji. Wcielając się w eklektyczne postaci filmowe, za każdym razem robi to w porażająco dobrym guście. Tilda Swinton. Szkocka artystka, aktorka, performerka. 

Tym razem Tildę Swinton możemy podziwiać w niezwykłym performansie pod tytułem „A Biographical Wardrobe”. To performance, w którym Tilda zakłada na siebie historię, cofa się w czasie po to, żeby pokazać widzom i przypomnieć sobie skąd pochodzi, z jakiej historii się składa. Performance to też okazja, aby zobaczyć sceniczny dialog Tildy z Olivierem Saillardem – historykiem sztuki, kuratorem wystaw paryskiego Musée des Arts Décoratifs, dyrektorem Alaïa Foundation. Dzięki eksploracji sztuki, mody i aktorstwa wraz z Tildą Swinton udało im się stworzyć niemalże nowy nurt w sztuce – „żywą wystawę”. 

O kreacjach ojca, matki i babci Tildy

Performance miałam okazję oglądać w Atenach. Kontekst kolebki teatru nadał całemu wydarzeniu jeszcze bardziej wyjątkowego charakteru. Spektakl rozpoczyna opowieść o matce Tildy. Pierwszymi „animowanymi” kostiumami są suknie, długie, kwieciste, czasem lekko hipisowskie, ale wciąż niewymykające się kształtowi dozwolonemu, przynależnemu do tej klasy społecznej, w której Tilda przyszła na świat. Tilda opowiadając o matce, mówi, że wraz z suknią na twarzy matki zawsze pojawiał się mocny makijaż, znacząco podkreślała oczy. A także obfita biżuteria i koniecznie perfumy. Matka Tildy chcąc, aby jej córka podążała w ślady matki i kultywowała zwyczaje rodzinne próbowała „wkładać Tildę”, wraz z jej bujną wyobraźnią i nietuzinkową osobowością w takiego typu kroje i kolory, jednak, jak mówi sama Tilda – „na szczęście była to tylko p r ó b a”. Tilda wymykała się wyznaczonej dla niej ścieżce przez rodzinę i pochodzenie przez kolejnych kilka dekad, zarówno w noszonej modzie jak i wyborach życiowych, podejściu do sztuki i kreacjach aktorskich. Kolejny „akt” poświęcony jest generałowi majorowi sir Johnowi Swinton (pełne nazwisko to sir John Swinton of Kimmerghame) – to ojciec Tildy. Styl ojca był dla Tildy największą inspiracją, darzyła największym szacunkiem kroje i kolory mundurów, garniturów, w których tata reprezentował kraj, rodzinę, historię. Będąc ambasadorką marki Chanel wiele projektów inspirowanych było właśnie tymi męskimi kreacjami jej ojca. Podczas „żywej wystawy” pojawia się też opowieść o eleganckiej babci Tildy Swinton, której to zwyczaj nakładania czerwonej szminki w trzech ruchach i pudru na twarz w pięciu stał się inspiracją dla postaci Madame D., w którą Tilda wciela się w filmie Paula Thomasa Andersona pod tytułem „The Grand Budapest Hotel”. 

Codzienna moda Tildy Swinton

Historia opowiadana w trakcie performancu ewoluuje do czasów dzisiejszych. Tilda opowiada o ubraniach, które nosi na co dzień. Mówi o upodobaniu do koloru bladoróżowego, który był jednym z dominujących kolorów w codziennych ubraniach jej ojca (pokazuje zapinany bladoróżowy kardigan taty). Jej ulubioną rzeczą jest obszerne ponczo z kapturem marki Issey Miyake, które otrzymała w prezencie wiele lat temu z informacją, że z biegiem lat ponczo będzie stawało się coraz piękniejsze. Tak się stało, głęboki morski odcień uległ wyblaknięciu i stworzył inny, niesamowity, oryginalny kolor. Wymienia także szkocki kilt i poleca nosić go często i nie tylko mężczyznom (mówiąc o tym zrobiła zamaszysty piruet, dzięki któremu kilt nabrał okrągłego kształtu i przeistoczył się w dzieło sztuki). Na jednym z kiltów pozostała biała sierść jednego z pięciu psów, z którymi Tilda żyje na co dzień w Szkocji. Nie da się ukryć, że każdym zdaniu, opowieści i geście jest sobą. Współpracująca z Haiderem Ackermannem, Olivierem Saillardem, Iris Van Herpen, marakami takimi jak Hades, Viktor&Rolf, Pringle of Scotland, Charles Jeffrey, Chanel – Tilda Swinton zawsze jest sobą. Dialoguje z kostiumem, który w zależności od jej potrzeby dodaje mocy, albo miękkości, romantyczności, albo zwiewności. Oprócz opowieści o kostiumach w spektaklu jest cisza, momenty, w których kostiumy i Tilda zespajając się ze sobą zastygają w przeróżnych pozach. 

Ciekawi mnie niezwykle odbiór tego nowatorskiego spektaklu w Warszawie, przez polską publiczność. Myślę, że osoby wybierające się na ten performance zostaną z nim na długo i zaczną utożsamiać się z garderobą, którą noszą. Do zobaczenia jesienią!

Autorka: Adrianna Hanslik